Argentyna :)

Posted from Purmamarca, Jujuy, Argentina.

Już przed przyjazdem miałem nadzieję, że będzie dobrze i nie chcę chwalić dnia przed zachodem, ale pomimo dość gęstych chmur, już mi się podoba.

Pierwsze dwa dni spędziłem w niewielkiej wiosce, Purmamarca – mili ludzie (ze sprzedawca w sklepie przegadałem pół godziny, zanim podał mi 2 bułki, o które poprosiłem), pyszne jedzenie, ładne zapachy, piękne kobiety i wspaniałe widoki na otaczające, kolorowe góry.

Kolejnego dnia udałem się w stronę Salty. Pierwsze kilka kilometrów z buta, bo jakoś nie było chętnych by mnie podwieźć, jednak gdy doszedłem do prostopadłej ulicy i ustawiłem się przy punkcie żandarmerii, która kontrolowała przejeżdżające pojazdy, po 15 minutach zatrzymał się w końcu świetny gość – Gustavo.

Najpierw powiedział, że jedzie do San Salvador, ale w trakcie rozmowy dogadaliśmy się, że tylko coś tam załatwi i jedzie dalej do Salty. Załatwienie spraw, zajęło mu krócej, niż mi kupienie wody w sklepie. Ludziom tak się tu nie spieszy, że nie mogę uwierzyć – były przede mną 2 osoby, a zeszło im z 15 minut – dosłownie jak leniwce. Po tym zostałem obwieziony po całym mieście w celu zobaczenia najbardziej interesujących miejsc – również na wzgórze z widokiem na panoramę miasta, a później pojechaliśmy jeszcze coś zjeść. Parillada, którą wcześniej polecił mi do spróbowania jako typowe danie, to jak teraz rozumuję, "parada grillowanych mięs" (parilla = grill/grillowane) – przynajmniej w owej restauracji.

Na stole leży drewniana deska (jedna na dwie osoby, siedzące na przeciwko siebie) i sztućce. Jako dodatek można wziąć sałatkę, frytki czy co tam innego, a co jakiś czas przychodzi kelner i raz po raz wykłada na deskę najróżniejsze smakołyki. Steki, żeberka, szaszłyki.. niektórych mięs nawet nie potrafię nazwać ani odgadnąć z jakiej części zwierzęcia pochodzi. Momentami było cholernie tłusto, ale mimo wszystko bardzo smacznie.

W Salcie zatrzymałem się w backpackerskim hostelu – 100 argentyńskich pesos (~25 zł po cenie z "niebieskiego" rynku) ze śniadaniem, więc nie jest tak tragicznie drogi jak mi mówiono, jednak patrząc na ceny jedzenia, kraj do najtańszych nie należy – najtańsze jest tu tanie wino 😉

Salta to dość spore miasto, ale już zdobyło moje serce.. coś mi się wydaje, że mógłbym pomieszkać w Argentynie przez jakiś czas, ale może jeszcze nie teraz. Zbieram się i jadę do Cafayate popróbować wina, później to samo w Mendozie, a następnie do Santiago de Chile na urodziny Antonio, którego poznałem w Ekwadorze.

O wielu rzeczach z podróży nie piszę, bo szybko stają się dla mnie oczywistością, ale kilka mi się przypomniało..

Ciepłą wodę w kranie, poczułem pierwszy raz w Argentynie, bo nawet jak się zdaży gorący prysznic, to woda najczęściej ogrzewana jest urządzeniem montowanym zamiast "słuchawki" przy wylocie wody.

W Peru (nie wiem jak w Ekwadorze i Boliwii) nie istnieje coś takiego jak taksometr. W niektórych miejscach (jak np. większy terminal), można spotkać rozpisane taryfy cenowe do podstawowych miejsc. Poza tym albo dogadujesz się przed wejściem do pojazdu, albo płacisz tyle ile Ci powie kierowca po zakończeniu kursu (czyli jako gringo – dużo).

Nie wiem czy już pisałem, ale w Ameryce Południowej deska klozetowa to bardziej luksus niż podstawa, zarówno w domach jak i hostelach. O dziwo najczęściej można było je spotkać w najbiedniejszych krajach, czyli Wenezuela i Boliwia.