Posted from Aguas Calientes, Cusco, Peru.
W Cusco spędziłem 2 dni. Spotkałem Meksykanina, którego poznałem w Ekwadorze. Okazuje się, że spłukał się z kasy i szuka pracy, jednak ma świetne wspomnienia typu "takich ilości, wielu różnych narkotyków nie spróbowałem nigdy w życiu" – różni ludzie, różne potrzeby.
Pociąg do Machu Picchu, według różnych źródeł kosztuje jakieś 50-75 USD w jedną stronę (chyba jaja sobie robią). Zgodnie z instrukcjami otrzymanymi od Vai la cara oraz WayAway, a także anglojęzycznym blogiem czytanym wcześniej, postanowiłem dostać się do Machu Picchu taniej niż reszta tłumu.
Do Santa Maria można dojechać busem za 15 soli (średnio 1 sol = 1,20 zł). Jak się okazało, podróż po tych krętych górskich drogach, trwa 5-6 godzin. Po dłuższym zastanowieniu, siedząc w busie doszedłem do wniosku, że pieniądze można zarobić, gorzej z czasem – chyba będę musiał przemyśleć moje podejście na dłuższą metę.
Do busa wsiadł sprzedawca. Nie wiem co za gówno ludziom wciskał (na moje oko jakaś cudowna oranżadka w proszku), ale jak zaczął gadać, tak przez ponad godzinę gęba mu się nie zamykała – sprzedał z 15 sztuk po 5 soli, co moim zdaniem sugeruje, że ludzie są bardziej głupi niż biedni, choć może jedno wynika z drugiego.
Zatrzymaliśmy się po środku niczego na posiłek (juz drugi w ciągu 5 godzin). Gonzalo mówił mi wcześniej, że na Machu Picchu trzeba brać rzeczy z długim rękawem, bo jest dużo komarów.. może nie komarów ale faktycznie, w czasie tej przerwy w "knajpie" było tyle muszek, że nie dało się usiedzieć w miejscu, w pewnym momencie wybiegłem z talerzem z obiadem na dwór, ale wcale nie było lepiej, więc zostawiłem to i uciekłem do autobusu. W ciągu 10 minut tak mnie pogryzły, że myślałem że zwariuję.
Z Santa Maria trzeba brać mały busik lub taxi colectivo do Hydroelectrica. Pomyślałem, że jak się zgadam z innymi gringo to coś zorganizujemy taniej.. to był błąd. Nie dość, że zero negocjacji, to po chwili czekania, jeden typ wyskoczył z propozycją, że zapłacimy więcej, żeby nie musieć czekać na zapełnienie busa przez jeszcze dwie osoby. Krew mi się zagotowała, ale zacisnąłem zęby. Wszyscy byli "za", więc nie będę opóźniał całości – wyszło 20 soli, gdzie wcześniej było 15, a podejrzewam, że można by było dojechać za 10.
Stamtąd marsz wzdłuż torów do Aguas Calientes. Słyszałem, że trwa 1,5 godziny.. mi zajęło to ze 3, dość szybkim tempem, przez dżunglę, po torach. Na początku szło ze mną małżeństwo z dzieckiem, jednak godzinę przed końcem, jako że było już ciemno, zrezygnowali i postanowili, że zatrzymają się w hostelu po drodze. Stwierdziłem, że jak tyle przeszedłem to dojdę do końca, więc dalej poszedłem sam. Wygrzebałem z plecaka latarkę czołową, ale czerwone światło niewiele dawało. Nie będę ściemniał, że w środku lasu, w środku nocy, sam, czułem się komfortowo. W pewnym momencie nawet wyjąłem nóż na wszelki wypadek.
Miało być 25 minut po torach i 25 minut po drodze jednak już ten pierwszy odcinek w takich okolicznościach ciągnął się wiekami. Kiedy ja myślałem, że minęło już z pół godziny, faktycznie minęło 5 minut. Dodatkowo przejścia nad strumykami/rzekami/wodospadami, po poprzecznych belkach torów też nie były niczym wesołym gdy ledwo się je widzi.
W końcu dotarłem do jakiejś drogi, było nawet trochę światła i strażnik – upewniłem się, że dobrze idę i ruszyłem dalej. Tak samo ciemno, ale już spokojniejszy, bo połowa drogi za mną. Gdy po kolejnych 25 minutach ujrzałem w oddali poświatę to nawet zacząłem zatrzymywać się na zdjęcia. Żałuję, że nie robiłem ich wcześniej, gdzie nie było kompletnie nic widać poza gwiazdami, ale wtedy myślałem tylko o tym, by jak najszybciej się stamtąd wydostać..