Posted from Savoca, Sicily, Italy.
Na Sycylii jakoś topornie łapie się stopa – chyba ani razu nam się nie udało, a może za słabo próbowaliśmy (no dobra, na pewno raz w Savoca podwiózł nas chłopak). Następnego dnia pojechaliśmy pociągiem do Taorminy – ładne, niewielkie, turystyczne miasteczko, położone na wybrzeżu.
Wieczorem spacerek na plażę w Katanii. Morze było lekko wzburzone i dawało dość spore fale, ale woda cieplutka, zachodzące słońce już tak nie prażyło, a ludzi było bardzo niewiele – polecam.
Nazajutrz Savoca, czyli wioska, w której kręcono Ojca Chrzestnego – jak dla mnie główny powód przyjazdu na Sycylię 🙂 Szczerze to liczyłem chyba na filmową atmosferę, ale miejsce i tak ma swój niepowtarzalny klimat. Napiłem się grappy w barze, w którym Michael poprosił o rękę Apollonii i widzieliśmy kościół, gdzie odbył się ich ślub. Ogólnie lubię odwiedzać miejsca z filmów, bo później ogląda się je już całkiem inaczej.
Jako, że cel został osiągnięty, nie chciało mi się już jechać w głąb Sycylii i wróciliśmy na kontynent, a konkretnie do Neapolu.
Z Villa San Giovanni zabrała nas młoda para i gdy wysadzili nas po drodze na stacji paliw, od razu zaczęły się obawy, że spłoniemy w tym słońcu, gdyż ciężko było o cień, a temperatura w cieniu zdecydowanie przekraczała 35°C. Na szczęście nie więcej niż 3 minuty później zabrała nas starsza para – Giuseppe i Joanna – ratując od rychłej śmierci. Na koniec zatrzymała się inna para i pomimo, że Neapol mieli ominąć autostradą, podwieźli nas praktycznie do samego centrum.
Zgodnie z zapowiedzią Ani i Andrzeja, Neapol ma swój klimat i sporo dziwnych ludzi. Przekonaliśmy się o tym już pierwszego dnia, gdy stojąc w sklepie z daleka widziałem wbiegającego do środka człowieka – przebiegł przez sklep z uśmiechem od ucha do ucha, zawrócił i wybiegł 😉
Miasto jakoś specjalnie nas nie zachwyciło, więc spędziliśmy tam tylko 1 dzień (2 noce) i pojechaliśmy dalej. Dużego wyboru nie było, bo wszystkie drogi prowadzą do…? 😉