Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu

Posted from Rome, Lazio, Italy.

Z Neapolu wzięliśmy pociąg, bo opłacało się chyba bardziej niż kombinowanie jak wydostać się z miasta na trasę. Ponieważ mieliśmy dotrzeć dość późno (około 23), to wcześniej zarezerwowałem pokój w jakimś B&B. Na szczęście zdążyliśmy na wcześniejszy pociąg, ale tu nasze szczęście tego dnia się skończyło.

Dryłujemy z tymi plecakami 30 minut przez miasto. Kolejne 20 minut szukania owego lokalu i próby dodzwonienia się, by na koniec dowiedzieć się, że nasza rezerwacja została anulowana z powodu „problemów z kartą”. Pół godziny przed przybyciem! Gdzie i tak płaci się na miejscu! Tyle kurew co poleciało na tych pieprzonych lawirantów, już dawno z siebie nie wyrzuciłem (a jak niektórzy wiedzą, jestem ostoją spokoju).

Po rozeznaniu w terenie hotele okazały się dość drogie, ale w jednym skorzystałem z WiFi – wchodzę na Booking, a tam pokój przy samym Watykanie przeceniony na 15 euro! Szczena mi opadła i radości nie było granic, więc szybka rezerwacja, w metro i jazda na Watykan.

Pół godziny szukania i okazuje się, że takiego lokalu nie ma. Znalazłem w rezerwacji numer i dzwonię.. po pięciu próbach odbiera typ i łamanym angielskim tłumaczy, że cena to 105, a nie 15 euro jak było w ofercie (szukając numeru, wyczytałem drobnym druczkiem, że w cenę nie jest wliczona „opłata za sprzątanie” w wysokości uwaga uwaga.. 60 euro!). Nosz ku*wa mać! Włochy niby rozwinięty kraj (może w złym kierunku), ale takich gównianych sytuacji nie miałem nawet w Boliwii, szkoda gadać.. po wielu trudach w końcu udało się znaleźć jakiś relatywnie tani hotel, zjeść, napić się wina i odpocząć.

Zgodnie z sugestią cioci Hanny ;D u której zostaliśmy kolejne kilka dni, i którą w tym miejscu serdecznie pozdrawiam, przeszliśmy 2 szlaki, odwiedzając najważniejsze zabytki Rzymu. Pomijając Koloseum i plac świętego Piotra, z ciekawszych miejsc wymienić mogę Piazza Venezia i Fontannę di Trevi. Ale ogólnie w Rzymie gdzie się nie obejrzeć, tam jakiś ciekawy budynek, fontanna czy uliczka.

Jednego z wieczorów, mój kuzyn Kuba, zabrał nas w bardzo fajne miejsce, z którego mieliśmy okazję obejrzeć nocną panoramę miasta. Zaintrygowała mnie dziurka w drzwiach, do której wszyscy podchodzili, zaglądali i odchodzili. Jak się okazało, widać przez nią dość długi korytarz/tunel, na którego końcu, idealnie komponuje się kopuła bazyliki świętego Piotra – genialne 🙂 Oprócz tego były pokazy z ogniem i fakirami (wydaje mi się, że religia Kriszny), a także życie nocne.

Kilka dni odpoczynku i ruszamy dalej. Jakub wywiózł nas na stację kilka kilometrów za Rzymem – zważając na wielkość miasta, było to bardzo pomocne. Gorsza sprawa, że wybrałem trochę mało uczęszczane miejsce, ale za to z planem awaryjnym – punktem poboru opłat kilometr dalej.

Pół godziny czekania na słońcu i padła decyzja by wprowadzić w życie plan B. Nie zdążyliśmy dojść do miejsca docelowego, a już stał i czekał na nas z otwartymi drzwiami samochód. Zabrał nas mężczyzna z dwojgiem dzieci, który organizuje festiwale muzyki elektronicznej. Wysadził nas na stacji kilka kilometrów dalej, ale dużo bardziej uczęszczanej i 5 minut później jechaliśmy już do Florencji z grupą rockową.

Muzyka na full, kierowca – perkusista napieprza w kierownicę jakby był na koncercie, drugi wiatr we włosach mało mu głowy nie urwie, trzeci tańczy, wszyscy uśmiechnięci, śpiewają, cieszą się – można było wyobrazić sobie jak czują się podobne zespoły w trasie – coś pięknego 🙂 Na koniec dostaliśmy nawet płytę – grupa nazywa się Desert Clouds

Był mały dylemat czy jechać do Florencji, czy zaryzykować i spróbować dojechać od razu dalej, do Wenecji. Słońce już powoli zachodziło ale postanowiliśmy, że zaryzykujemy. Pierwsze 20 minut stania nie były obiecujące, ale w międzyczasie spotkaliśmy też po raz pierwszy innych stopowiczów. W końcu zatrzymał sie niemiecki kamper i zabrał nas w dalsza drogę.. nie wiedzieliśmy gdzie wylądujemy, bo rodzina jechała nad jezioro Garda – niby w pobliżu Werony, ale z autostrady zjeżdżać nie zamierzali. Problem był taki, że nie pobrałem wcześniej mapy tych rejonów, a godzina późna i raczej ciężko w nocy o dalszego stopa. Wystarczyło jednak poczekać by problem rozwiązał się sam (czyli tak jak lubię najbardziej) – zmienili plany i pojechaliśmy wszyscy do Werony ;D