Posted from Punta Arenas, Magallanes y la Antártica Chilena Region, Chile.
Po tygodniu w Puerto Natales pojechałem do Punta Arenas. Już drugi zapytany kierowca jechał w to samo miejsce co ja, jednak zatrzymała nas policja na rutynową kontrolę.. podszedł policjant i prosi o dokumenty. Juan otwiera schowek, a tam przewraca się worek zielonego suszu. Ja tak spojrzałem, ale spoko, no stress. Kiedy skończył szukać, wepchnąłem worek w głąb schowka i szybko zamknąłem. Policjant popatrzył i poszedł sprawdzać dokumenty. Niestety okazało się, że ubezpieczenie jest nieważne od kilku miesięcy i kierowca dostał mandat. Mimo to, dalej leciało się już dużo lepiej – wymieniliśmy się też prezentami.
Po dotarciu do hostelu, czekając przy recepcji, usłyszałem rozmowę w której właściciel wspomniał o problemach na stronie. Mówię, że się tym zajmuję – mam płacić czy może potrzebna jest pomoc? Jasne, że jest potrzebna, możesz zostać tydzień 😉 Tym sposobem z jednego wolontariatu, trafiłem bezpośrednio na następny. Przez pierwsze 3 dni nie było absolutnie nic do roboty. Czwartego dnia zmieniłem miejsca kilku kamer, a przez kolejne dwa, złożyliśmy z właścicielem dwa piętrowe łóżka i raz ogarnąłem podłogę.
Między czasie spotkałem Thomasa i Gary’ego, których poznałem w San Pedro de Atacama, jakieś dwa miesiące wcześniej. Poznałem też Agnieszkę z Polski, która zaczęła podróż w przeciwnym kierunku, a także Gemmę z Londynu, z którą umówiłem się na dalszą podróż do Ushuaia.
Właściciel hostelu nie chciał mnie puścić i mocno nalegał, żebym został dłużej – „przecież możesz zostać cały sezon”. Proponował oczywiście pracę, w której jak podejrzewam nie byłoby za wiele roboty, ale szkoda było mi czasu, żeby tam siedzieć – uważam, że już tydzień to zdecydowanie za długo.
W poniedziałek udaliśmy się z Gemmą w stronę Ushuaia. Pomijając wiatr, który momentami utrudniał utrzymanie równowagi, podróż szła bardzo przyjemnie. Ostatni kierowca, Maksim, jadący do Tolhuin, zaproponował nam nocleg – znając ceny hosteli i wiedząc od innego kierowcy, że warto to miasteczko odwiedzić, nie mogliśmy odmówić.
W domu przywitała nas jego dużo młodsza, dość zwariowana żona i pięcioro świetnych dzieciaków. Wieczorem wspólna kolacja, a później tańce do późnej nocy. Małżeństwo było wyjątkowo przyjacielskie i miłe, jednak Gemma zdecydowanie miała dość zachwycania się nią i jej ciemnym kolorem skóry. Poza tym złapała przeziębienie po tym staniu na wietrze, więc pomimo nalegań by zostać dzień dłużej, następnego dnia pojechaliśmy do Ushuaia.