Bienvenido a Uruguay

Posted from Montevideo, Montevideo Department, Uruguay.

Nie ma to jak znaleźć się po środku niczego bez wody, bez jedzenia, bez odrobiny cienia, bez pieniędzy i bez żadnej osoby, która by się zatrzymała i podwiozła do Montevideo. Tak mnie powitał Urugwaj, a w to piękne miejsce na środku autostrady podwiózł mnie ksiądz. Relaksowałem się dłuższą chwilę w tym upale i przeszedłem na drugą stronę ulicy, z nadzieją na przynajmniej powrót do Colonia del Sacramento – bez skutku.

Zacząłem tracić wiarę i myślałem, że utknę w tej dziurze na zawsze, przypomniałem sobie jednak, że martwienie się jeszcze nikomu nie pomogło, wiec ruszyłem w kierunku najbliższej wioski. Po drodze poprosiłem siedzącego przy domu mężczyznę o wodę i dowiedziałem się gdzie mogę szukać bankomatu.

Chcąc dalej upewnić się, że dobrze idę, okazało się, że ile osób tyle opinii. Trafiłem w końcu na Sebastiana, który przeprowadził się tu dwa lata temu z Hiszpanii. Udostępnił mi wifi i powiedział gdzie jest ten bankomat.. jedyny we wsi.. zepsuty.

Wracając spotkałem go ponownie. Chciał mi dać pieniądze na autobus, ale zaproponowałem wymianę argentyńskich pesos. Poczęstował mnie też zimnym drinkiem i dłuższa chwilę gadaliśmy. Polecił gdzie mogę się wybrać i co zobaczyć, a nawet zaproponował pracę. Chętnie bym tam został kilka dni, ale niestety czas nagli.

W autokarze klimatyzacja, net, zimna woda – żyć nie umierać. Rozsiadłem się wygodnie w pierwszym wolnym fotelu, ale słyszę obok jakiś grubas wygania kobietę, bo siedzi na jego miejscu (już kiedyś pisałem – numer miejsca to rzecz święta). Zaproponowałem jej miejsce obok mnie (przecież oboje możemy siedzieć na cudzych miejscach) i wróciłem do tworzenia tego posta.

Skończyłem pisać i w końcu zagaduję do dziewczyny po angielsku skąd jest, gdyż nie wyglądała na latynoamerykankę.. wyobraźcie sobie mój szok, gdy w odpowiedzi usłyszałem „Poland” ;D Nie przestaliśmy się śmiać do samego Montevideo. Anna jest w Urugwaju w celach służbowych, poszliśmy jeszcze coś zjeść i umówiliśmy się na następny dzień.

W hostelu, recepcjonista miło przywitał mnie pięknymi, pachnącymi… blantami! Urugwaj wita raz jeszcze 😉 Poznałem też kilka fajnych osób, między innymi Zæta z Norwegii, który wygląda jak zaawansowany świr i w innych okolicznościach pewnie by mnie wystraszył. Nazajutrz razem wybraliśmy się na rynek pokrywający kilka ulic Montevideo. Znalazłem sobie kolejne Zippo do kolekcji oraz pyszne sajgonki – Azja kusi.