Posted from Córdoba, Cordoba, Argentina.
Z Tucuman do Cordoby 8 godzin, noc na dworcu i o świcie kolejne 12 godzin do Mendozy, a na zakończenie jeszcze mnie podwiozła argentyńska kabaryna.
Wszystko zaczęło się od błędu, że wziąłem busa w Tucuman od razu, czyli w południe, zamiast zaczekać i wziąć na noc. Dojechałem do Cordoby koło 21 wieczorem. Obszedłem z 10 hosteli i nawet pytając w drogich hotelach, wszystko było pełne. Długi weekend, dodatkowo jakiś mecz i jeszcze Octoberfest. To ostatnie nie wiem skąd im się wzięło, bo piwo mają do dupy. Za to argentynki całkiem spoko, gdyby nie moda na wszechobecne koturny – no me gusta.
Ludzie są bardzo przyjaźni. W jednym hostelu zapytano mnie czy nie jestem głodny i proponowano jedzenie. Zapytałem w sklepie o jakiś nocleg, i dwóch facetów przeszło ze mną pół miasta w jego poszukiwaniu, choć byłem przekonany, że nie ma sensu.. i nie było. Koło 1 w nocy udałem się na dworzec, zgodnie z planem kupiłem bilet na najbliższy autobus do Mendozy (6.30 rano) i resztę nocy tam przeczekałem.
Podróż do Mendozy 12 godzin, czyli znowu cały dzień w podróży. Udałem się do hostelu, w którym już z Cordoby zarezerwowałem nocleg. Otwieram plecak i od razu widzę, że coś jest nie tak.. pakując się te 50 czy 100 razy w ciągu podróży, wiem jak wkładam rzeczy i mógłbym wszystko znaleźć niemalże z zamkniętymi oczami.
Saszetka którą zawsze wkładam na końcu była odwrócona zamkiem do dołu. Trzymałem w niej portfel.. z którego ubyło 2000 pesos (+/-500 zł). Przypomniałem sobie, że przed wejściem do autokaru wyjąłem 100 pesos na drogę i widział to prawdopodobnie typ, który pakował bagaże do bagażnika autokaru. Mój plecak położył jakoś bardziej obok ale pomyślałem, że tylko po to, żeby go nie przygnieść.
Przyjąłem to dość spokojnie, chyba bardziej byłem głodny niż zły. Poszedłem do centrum handlowego, jednak o takich wynalazkach jak ręcznik szybko schnący chyba tu nie słyszeli. Zjadłem i stwierdziłem, że przynajmniej to zgłoszę na policję, co by nie było, że całkiem olałem temat.
Ciężko było po hiszpańsku, ale w miarę udało się wytłumaczyć co się wydarzyło, choć później i tak przyjechał ktoś kto znał angielski. Dostałem raport w przypadku chęci otrzymania ubezpieczenia. Rzecz w tym, że ubezpieczenie wykupiłem na 3 miesiące, które minęły jakieś 2 tygodnie temu. Najpóźniej wczoraj lub przedwczoraj przeszło mi przez myśl "skończyło mi się ubezpieczenie – tylko czekać, aż coś się wydarzy".
Gdybym miał gdybać, to wystarczyło wziąć pierwszy autokar w nocy. Dojechałbym do Cordoby rano i wg informacji w hostelach, tego dnia znalazłbym jakiś nocleg, wobec czego w chwili obecnej byłbym jeszcze w Cordobie (w nocy była dość ładna).
Dobre strony? W portfelu miałem jakieś 2500 pesos, z czego 500 zostawił (może na nocleg i bilet do Chile). Miałem też sporo innej gotówki – brytyjską, szwedzką, węgierską, chilijską (nie wiem czy tej nie ubyło), a także 100 dolarów, które zostały nieruszone, więc będę żył, ale chyba nie tutaj. Pochwaliłem Argentynę przedwcześnie – już mi się nie podoba.
—
Ciągle coś gdzieś zostawiam.. już w Europie zostawiłem na lotnisku pasek od spodni. Tutaj już przypadły bokserki, kilka par skarpet, dobre słuchawki, a w ciągu ostatniego tygodnia 2 sportowe ręczniki :/ Nie wiem czy czas zrobić wakacje od tych wakacji, czy strzelić blaszkę na ogarnięcie i zacząć kupować rzeczy w oczojebnych kolorach, paranoicznie wszystkiego pilnując..
Zdj. z ostatniego campingu.. "sinusoida"