Bye bye Peru

Posted from Puno, Puno, Peru.

W Cusco spędziłem jeszcze jedną noc, by następnego dnia wyruszyć w stronę Bolivii. Zgodnie z planem wziąłem busa do najbliższej wioski, a tam wróciłem do podróży autostopem – od razu poczułem, że żyję 😉 Pierwsze dwie wioski przeszedłem piechotą i dopiero po kilku kilometrach zatrzymał się mężczyzna z rodziną. Jak wynikło z rozmowy, Percy tak jak ja jest web developerem, na dodatek w tym samym wieku.

Ja: A Ty ile masz lat?

Percy: 30.

Ja: O, to prawie jak ja.

Percy: Tak, ale Ty podróżujesz dookoła świata ;D

Hehe, ale on ma zamiast tego żonę i dziecko. Fajnie się gadało i nim się obejrzałem zaraz trzeba było wysiadać. Mimo wszystko mam zaproszenie, jakbym był ponownie w okolicach Cusco.

Dalej musiałem znowu zrobić kilka kilometrów spacerkiem, ale niedziela, ładna pogoda, między czasie piwko, orzeszki.. tylko słabo, że pod górę i plecak trochę ciążył. W końcu zatrzymała się ciężarówka. Wysiadł chłopak (chyba syn kierowcy) i mówi, że jadą do Tinta, czyli po drodze do Puno. Ok, ale pytam autostop czy trzeba płacić?

Kierowca: 5 soli.

Ja: łapię stopa, mogę dać 2.

Kierowca: Nie.

I pojechali.. Jednak 100 metrów dalej zatrzymują się, wyskakuje chłopak i mówi "wskakuj.. za darmo" 😉 no to jazda po drabince na pakę bez dachu. Na pace siedziały 2 kobiety. Podłoga wyścielona w połowie suchym gnojem, a w kilku workach popakowane świnie. Mijałem te dwie kobiety idąc wcześniej pod górę – chyba matka z córką, bardzo nieśmiałe. Siedziały i łuskały coś do jedzenia. Poczęstowałem je ciastkami, one mnie gotowanym ziemniakiem w mundurku i tak sobie jechaliśmy. Po dotarciu do celu kierowca okazał się miły i zaciekawiony moją podróżą, a także mapą w telefonie, która wcześniej widział jego syn. Pogadalismy, oczywiście co, gdzie, jak, za ile.. powiedział mi, że zaraz będzie bus do następnego większego miasta za 1 sol. Myślę dobra, ściemnia się, nikt się nie zatrzymuje, więc jadę – i tak skończył się mój autostop w Peru.

W autobusie zagadał mnie młody policjant – student. Jak się masz, skąd jesteś, gdzie jedziesz.. zapytałem go o tani hostel w miejscowości do której jechaliśmy i zaoferował się, że mnie zaprowadzi. Jednak wysiedliśmy na dworcu i odruchowo zapytałem ile kosztuje bus do Puno? 15-30 soli – czyli tyle co nocleg, więc nie ma co się zastanawiać. Poszedł ze mną by dopytać o cenę i kupić bilet, co by mi nie podali "gringo price". Faktycznie 15 soli – 100 km od Cusco, gdzie bilet kosztował 55 (cała droga to myślę, że jakieś 500km) – przypadek? Nie sądzę.

Poszliśmy jeszcze coś zjeść i pogadaliśmy. Też chciałby podróżować, ale ludzie tutaj obawiają się wyjazdu do innego kraju (tylko tutaj?). Wymieniliśmy się kontaktami i pojechałem dalej.

W Puno spędziłem jedną noc. Z rana od razu poszedłem szukać transportu do Copacabana. Okazało się jednak, że w Boliwii są jakieś wybory i przejazd jest możliwy dopiero następnego dnia. Już zacząłem kombinować żeby za 53 sole, które mi zostały, zorganizować hostel, bilet i jedzenie, ale postanowiłem poszukać alternatywy lub pojechać do najbliższej wioski, żeby wyjechać z miasta i złapać stopa. Okazuje się, że są mniejsze busy do Yunguyo czyli na granicę z Boliwią za 8 soli, przy czym autokar kosztował 20.

W drodze na ten nieoficjalny terminal jeszcze zahaczyłem o molo co by zrobić jakieś zdjęcia, choć nic takiego w tym miasteczku nie planowałem. Molo było wprawdzie zamknięte, z zakazem wejścia, jednak miła policjantka po cichu mnie wypuściła.

W Yunguyo zjadłem obiad i ponieważ nie było daleko, ruszyłem spacerkiem w stronę granicy. [censored] Na granicy standardowo 2 biura – wyjazd z Peru i wjazd do Boliwii. W obu biurach po jednym wku*wionym urzędniku, szybki formularz, po pieczątce i witamy w Boliwii.

Z powodu braku neta, zrobiły mi się lekkie zaległości. Dodatkowo o niektórych rzeczach zapomniałem, jak np to, że brakowało kilku centymetrów i dowiedziałbym się jak się spada taksówką, z kilkukilometrowego zbocza góry.. Ale tymczasem Bolivia i Salar de Uyuni. Niebawem (pewnie już w Chile) nadrobię zaległe wpisy.