Posted from Tumbes, Tumbes, Peru.
Miałem jechać do Vilkabamba, ale zabrała mnie ciężarówką jadąca do Huaquillas i tym sposobem jestem już w Peru.
Po załatwieniu spraw paszportowych, łapiąc stopa, zatrzymał się samochód w którym jechało już 6 osób, mimo wszystko wzięli mnie jako 7 (siedziałem z dziewczyną na przednim siedzeniu). Wszystko byłoby spoko, gdyby nie okazało się, że to taxi "zbiorowe". Wprawdzie $1 to nie majątek, ale tym sposobem dostałem się tylko na najbliższy terminal, z którego musiałem wziąć "busa" do najbliższego miasta – Tumbes – i tu przenocować, a autostop zawiózłby mnie nie wiadomo gdzie.
Zatrzymałem się w hostelu o jakże wdzięcznej nazwie "Amazonas" – może ktoś pamięta z przednich postów – z tym że ten wygląda trochę lepiej. Stwierdziłem, że zaryzykuję, ale decydując się na pokój i tak zachowuję się jak bohaterzy pokroju Jamesa Bonda – sprawdzam wszystkie pomieszczenia, miejsca gniazdek, zasięg wifi oraz widok z okna i możliwość wejścia przez nie do środka.
Między czasie przeszło mi przez myśl, że nie zrobiłem chyba żadnego zdjęcia rdzennym ekwadorczykom :/ Są dość niscy, oczywiście ciemna cera i noszą bardzo charakterystyczne, małe kapelusiki w ciemnych odcieniach, czasami ozdobione piórkiem. Może uda mi się ich spotkać tutaj.
Tymczasem ruszam dalej, sam nie wiem jeszcze gdzie, ale patrząc na mapę, cholernie duże jest to Peru w porównaniu do Ekwadoru..