K**** i złodzieje!

Posted from Tena, Provincia de Napo, Ecuador.

W Baños spędziłem 3 noce, głównie ze względu na tani jak na Ekwador hostel – $6 (w bardzo dobrym standardzie). W sumie to pewnie byłbym tam dłużej gdyby nie choroba wysokogórska/wysokościowa (tak przynajmniej podejrzewam).

O Tenie powiedziała mi jedna ze spotkanych wcześniej podróżniczek – skusiła mnie możliwość wolontariatu i bliskość dżungli. Otrzymałem pozytywną odpowiedź na spędzenie jednej nocy na couchsurfingu, przy czym u tej samej osoby są szanse na wolontariat. Z Baños do Teny udało się dostać jednym stopem – cysterną z czymś łatwopalnym. Gorsza sprawa, że host nie podał adresu i nie odpisuje na wiadomości. Trudno, szukamy budżetowego hostelu: 1. $40, 2. $12, 3. $15.. siadłem na ławce przy parku bo nie chciało mi się już chodzić i stwierdziłem, że poczekam aż nocleg sam mnie znajdzie. Po 10 minutach podnoszę głowę, a moim oczom ukazuje się hostel "Amazonia", wyglądający jak tania rudera ze starego westernu.

Fakt, że nie znalazłem w pokoju żadnego gniazdka ani wiatraka (tutaj znowu jest gorąco), nie wspominając już o wifi, ale na jedną noc, za $5 chyba może być.

Moją uwagę zwrócił jednak brak jednej szybki w oknie. Zamknąłem pokój, okno i poszedłem coś zjeść do restauracji po drugiej stronie ulicy – widziałem ją z tarasu. Już idąc czuć było, że coś wisi w powietrzu. Kelner mówiąc do mnie, zerkał na gościa, siedzącego przed knajpą na schodach. Trochę dalej, na ławce przy parku (tej samej co wcześniej ja) siedziały 3 osoby. Kiedy wyjrzałem z knajpy, zauważyłem, że jakiś małolat idzie szybkim krokiem po moim piętrze w hostelu. Może nic nadzwyczajnego, ale łącznie z moim, zajęte były tylko 2 pokoje. Wyszedłem z knajpy i wyjrzałem za róg – okazało się, że stoi przy moim pokoju. Nie wiem czy zauważył mnie, czy raczej ktoś siedzący na ławce dał mu znać, ale zaczął się zwijać. Nie chciało mi się go gonić – jedzenie wziąłem na wynos, a kiedy wróciłem, okno było otwarte..

Zjadłem obiad i się położyłem. Pomimo, że była 18 i jeszcze jasno, to w tej sytuacji wychodzić mi się nie opłaca – dosłownie. Pisząc tego posta błysnęła mi jednak myśl – widziałem w hostelu pełno kamer. Zszedłem na dół do recepcji z nadzieją na sprawdzenie podglądu. Ciężka sprawa się dogadać – typ, myślę że nawet jak rozumiał, to udawał że nie rozumie, ale poszliśmy pod pokój i mu wszystko zademonstrowałem. Pomimo, że wcześniej tego nie planowałem, to sam mi podsunął pomysł, pytając czy chcę opuścić hostel – spakowałem rzeczy, odebrałem kasę i poszedłem do jednego z poprzednich hoteli, po co mam się stresować. $7 dopłaty za przytulniejszy pokój, bezpieczeństwo, spokój, łazienkę, prąd, wiatrak i wifi, uważam za całkiem świetny interes.

Jutro spróbuję skontaktować się z hostem. Jak się uda to zostanę na wolontariat, a jak nie to nie wiem.. może morze? Albo łodzią przez dżunglę do Iquitos? Miałem jechać do Cuenca, ale miasto jest położone dość wysoko i chyba wolę już takie omijać.

Dobranoc..

Na zdjęciu "Swing at the end of the world" w Baños