Posted from Cuenca, Azuay, Ecuador.
Momentami ta podróż mnie już męczy, nudzi, a czasami drażni, jak np. wczoraj, gdy stojąc przez parę godzin w słońcu, nie mogłem złapać stopa, choć może to przez wielopasmówkę. Od kilku tygodni zacząłem jeść słodycze – jak przez ostatnie kilka lat mnie nie ciągnęło, tak teraz mógłbym jeść czekoladę całymi tabliczkami – myślicie, że jestem nieszczęśliwy? 😉 Zastanawiam się czy nie zmienić kontynentu lub wrócić i odpocząć. Fajnie by było posiedzieć przy kompie i popracować, spotkać się ze znajomymi czy też pobawić z Beamer'em, no ale..
Wczoraj dotarłem do Cuenca. Z terminala odebrał mnie host, wraz z dwojgiem innych podróżników z Włoszech. Od dobrych kilku dni już mi się tęskniło za makaronem no i proszę – na kolację pasta po włosku 😉
Dzisiaj wybraliśmy się do muzeum kultury cośtam.. jestem coraz mniejszym fanem muzeów, więc przeszedłem całość w 15 minut i zaczekałem na resztę wśród "ruin" i natury, na świeżym powietrzu. Natura przemawia do mnie mnie dużo bardziej, niż coś co było 100 lat temu. Co mi z tego? Nie zapowiada się żebym wrócił do tamtych czasów, żyję dzisiaj, więc nawet zwykłe mrówki są dużo bardziej interesujące.
Pyszny lunch także został przyrządzony przez Włochów i jakby tego było mało, zanosi się też na kolację – na produkty się zrzuciliśmy więc spoko. Póki co obijam się w pozycji leżącej, ale zaraz wyjdę przejść się po mieście i w zależności od nastroju, jutro lub pojutrze ruszam dalej. W planach w następnej kolejności jest już Peru, ale nie wiem czy nie trzeba będzie zrobić po drodze jeszcze jakiegoś postoju.
W Cuenca jest dość chłodno (2600m), ale czuję się bardzo dobrze. Z tego co powiedzieli Anita i Ricardo, oni też chorowali i podobno chodzi o wodę. Może i tak być, choć trochę szkoda mi rezygnować z soków na ulicy. W Bogocie piłem wodę nawet z kranu na porządku dziennym i było w porządku, ale w Ekwadorze jak widać trzeba bardziej na wszystko uważać.
Tak z innej beczki to wku*wiają mnie już geje. Jestem dość tolerancyjny, ale gdy zaczyna dotyczyć to mojej osoby, tolerancja spada. Okazuje się, że pełno ich na couchsurfingu – np. obecny host, jak i kilku innych którzy oferowali nocleg. Nie wiem czy w Ameryce Południowej jest ich kumulacja, czy tak jest wszędzie lub takie mam "powodzenie", że na nich trafiam. Mimo wszystko nie martwcie się, u mnie nic się nie zmieniło.