Autokarem na stopa :)

Posted from Babahoyo, Los Ríos Province, Ecuador.

Parę dni temu śmiałem się, że jeszcze przydałoby się złapać na stopa radiowóz, ambulans, łódź i samolot, a dzisiaj.. może nie radiowóz, ale podwiózł mnie policjant prywatnym samochodem. Okazuje się, że tutaj policja ma inne dowody osobiste niż reszta obywateli.

Dalej szedłem sobie bezdrożami i nawet nie wystawiałem kciuka, bo nic nie jechało.. nagle zatrzymuje się autobus – duży i porządny (tutaj jest już mniej tych miejskich, jakie były w Kolumbii i Wenezueli). Pokazuję, że nie chcę, żeby jechał, ale wysiadł "pomocnik" i macha żeby wsiadać. Mówię, że łapię stopa, nie mam kasy itp. ale ten dalej pokazuje żeby wsiadać, no ok. Idąc przez autobus i zbierając od ludzi kasę za przejazd, podszedł do mnie i tylko zapytał dokąd jadę.. mówię, że nie wiem, może Guayaquil, może wybrzeże, a może Cuenca – gdziekolwiek. Uśmiechnął się i poszedł dalej – chłopak młodszy ode mnie, wyglądał na jakieś 22 lata, miło – już jechałem moto taxi na stopa, a teraz jeszcze autobus 😉 tym sposobem znalazłem się w Babahoyo. Chciałem jeszcze zrobić zdjęcie z kierowcami, ale zniknęli gdzieś zaraz po zatrzymaniu.

Z pomocą sąsiadki z autokaru, udałem się do centrum. Była godzina 19-20, ale miasto już się zamieniało raczej w spustoszałą "menelnię", choć w sumie nie wiem jak wygląda w dzień. Szybki spacer po hotelach i ceny (jak na preferowany tryb oszczędzania) nie zachwycają – $15, $18. Trafiłem do "Grand Hotelu"… ok, porzućcie już to europejskie wyobrażenie, choć standard bardzo dobry jak na to co widziałem w poprzednich. Niestety nie ma wolnych pokoi. Ale zapytałem o wifi, co bez problemu dostałem, zapytałem o transport do Cuenca lub na wybrzeże (jest późny wieczór), wtrącił się jeszcze chłopak siedzący w holu i wywiązała się taka rozmowa, że przegadaliśmy resztę wieczoru, pokazując sobie zdjęcia rodzin, a i pokój też się w końcu znalazł – z 4 łóżkami, po negocjacjach za $12 (prywatny).

Jeżeli ktoś woli jednak czytać o moich nieszczęściach, to mogę na pocieszenie powiedzieć, że nogi po tej dżungli choćby tarką trzeć..

Obrazek do posta:

Jechaliśmy autokarem na dużej wysokości. Gęsta mgła, wręcz chmura – zawsze w takiej sytuacji jest dość ciemno i ponuro. W tym przypadku jednak, górą przebijało się powoli zachodzące słońce i częściowo oświetlało na złoto, a częściowo rzucało cień, na bujną, zroszoną zieleń zbocza góry – gęstą, wysoką trawę, palmy i drzewa. Senne marzenie przykryte mistyczną mgłą – coś pięknego 🙂

Chyba muszę poćwiczyć opisy, ale póki co, zostawiam większe pole do popisu Waszej wyobraźni..