Posted from Santa Marta, Magdalena, Colombia.
Wieczorem przeszliśmy się po mieście. Bardzo miło i spokojnie, dość sporo turystów, sympatyczne kawiarenki i restauracje.. na jedną się w końcu skusiliśmy. Zamówiłem kanapkę z kurczakiem, ale szczerze – była to najlepsza kanapka jaką w życiu jadłem! (a może głód zrobił swoje) Wyglądała dość zwyczajnie, ale w smaku dosłownie poezja 🙂 Po krótkiej rozmowie, dowiedziałem się, że sami pieką chleb, uprawiają warzywa i w sumie wszystko jest swojskie. Drugą przyniósł sam kucharz, więc nie mogłem go nie pochwalić.
Rano postanowiliśmy sprawdzić co jest ciekawego w Tagandze – nie ma nic. Zobaczyliśmy plażę, Marta się pochlapała, wymieniliśmy się spostrzeżeniami na temat wspólnego podróżowania i w sumie to nie dużo brakowało, żebyśmy dalej podróżowali oddzielnie, ale jeszcze spróbujemy ogarnąć nasze wzajemne wku*wianie się na siebie.
Stopa powrotnego do Santa Marty złapaliśmy natychmiast – zatrzymał się pierwszy typ pickupem. Później podwiozła nas bardzo miła kobieta – jak się później okazało, również podróżowała po Ameryce Południowej, tyle że autem. Do Cienagi musieliśmy wziąć busa (po kilku godzinach prób w pełnym słońcu i kurzu – książkowa, albo raczej filmowa Ameryka), jednak tam jak złapaliśmy stopa, to typ nie dość że praktycznie sam się zatrzymał, to dodatkowo zaoferował nam nocleg w swoim drugim (częściowo umeblowanym) mieszkaniu. Tym sposobem dzisiaj nocujemy w Barranquilla i mamy dla siebie całe mieszkanie, w dość luksusowej dzielnicy! Ludzie w Kolumbii są naprawdę tak gościnni i dobrzy, że nie mogę uwierzyć! ;D
Wieczorem spacer po mieście i całkiem dobre kolumbijskie piwo, a rano (jak nic się nie zmieni) uderzamy do Cartageny.. do usłyszenia!