Wycieczka z Oskarem z Niemiec

Posted from Magdalena, Colombia.

Wczoraj Niemiec wyciągnął mnie na przejażdżkę do Ciénaga de Pijino. Miał dobre argumenty – lepsze to, niż cały dzień się opie*dalać, choć zważając na upał, można było dyskutować. Podróż odbyła się łódką po rzekach Magdaleny. Można było zobaczyć bardzo wiele różnych gatunków zwierząt – przeróżne ptaki, jaszczurki, małpy, a także bydło (aż tak bardzo nie różni się od polskiego) i wszystko byłoby spoko, gdyby nie to, że była to motorówka, a te wszystkie zwierzęta nie uciekałyby przed nami w popłochu. Czułem się jak turysta-kretyn, ale poza mną chyba nikomu to nie przeszkadzało.

Kiedy dotarliśmy na miejsce, trafiliśmy na jakąś imprezę/festyn. Pełno ludzi kąpiących się w niemalże gorącej wodzie jeziora, a trochę dalej muzyka i tańce pod słomianym namiotem. Wypilismy po kilka piw i poszliśmy się przejść (cały czas będąc atrakcją turystyczną dla mieszkańców). Co do wioski nie wiem co mogę o niej napisać – nic nadzwyczajnego nie rzuciło mi się w oczy. Myślę, że na upartego można ją porównać do jakiejś polskiej, bardzo biednej wioski, dzieląc tą biedę jeszcze na pół, albo cofając tak ze 20 lat wstecz.

Po powrocie przeszliśmy z Oskarem pół miasta, w poszukiwaniu jedzenia (szczerze to nie dowierzałem, że tak chce oszczędzać, po tym jak wcześniej powiedział, że wydaje w czasie swojej 5-miesięcznej podróży, średnio 800 euro miesięcznie), ale w końcu udało się znaleźć budkę z dobrymi i tanimi hot-dogami – mocno zresztą obleganą.

Dzisiejszy wieczór spędziłem z bardzo sympatycznymi brazylijkami. Przy kolacji dowiedziałem się o miejscach, które muszę odwiedzić w Ekwadorze, gdzie spać w Bogocie, a także zdecydowałem, że muszę się wybrać do Brazylii (ktoś w ogóle wie, czemu do tej pory jej nie planowałem??). Podobno ludzie są tam bardzo otwarci, pomocni i gościnni jak w Kolumbii, jest pięknie i ogólnie same dobre rzeczy (jakże by inaczej). Nie wiem jeszcze jak będzie szło z czasem, ale miło byłoby trafić na karnawał do Rio ;D

Tymczasem spadam w kimę bo już po północy, a ponieważ chętnie opuściłbym już to wspaniałe miejsce, to dzisiaj posiedziałem trochę dłużej nad stroną i jutro pewnie też tak zrobię, żeby szybciej doprowadzić ją do stanu używalności, skończyć wolontariat i pojutrze jechać dalej, bo nie ma tu ani co robić ani co zwiedzać. Dobranoc..

P.S. Na zdjęciu właściciel hostelu.. w sumie to dzisiaj chyba więcej pracował nad stroną niż ja 😉 Reszta zdjęć jest już w albumie Columbia