Wolontariat w Mompox i patent na CS

Posted from Santa Cruz de Mompox, Bolivar, Colombia.

"Życie to to ciąg naturalnych i samoistnych zmian. Nie stawiaj im oporu – to tylko wywoła smutek. Pozwól rzeczywistości być rzeczywistością. Pozwól rzeczom biec ich naturalnym rytmem, tam gdzie chcą podążać."

– Laozi

..i życie staje się piękne ;D

Pomijając sny dziwnej treści (pewnie przez osoby, które tam sypiały), powiedzmy, że się wyspałem. Przy samym wyjściu z hostelu była budka z empanadas, wiec wziąłem jedną na drogę i skierowałem się prosto do portu. Jakbym wiedział, że ta łódka to taka za przeproszeniem ch*jnia, to już dzień wcześniej siedziałbym w Mompós – bilety bezpośrednie były droższe o 15k COP.. nocleg kosztował mnie 18k, łódka 8k, a później jeszcze moto-taxi – 10k – bo ta zaje*ista łódka płynie kilka kilometrów, a później musiałem cisnąć jeszcze prawie 40 mil drogą lądową.. porażka :/ I nawet nie chce mi się opowiadać jak "fajnie" się jechało.

Olać to, jestem na miejscu – czas na przyjemniejsze rzeczy 😀

Pamiętacie jak ostatnio miałem czymś zajętą głowę? Otóż kiedy poznałem twórców workaway, postanowiłem przejrzeć hostów, którzy są na tej stronie. Niestety korzystanie z systemu jest płatne, ale pierwsza znaleziona oferta (w Cali, Columbia), miała w treści nazwę miejsca.. szybkie googlowanie i mamy stronę internetową. Ponieważ formularz nie działa, wysłałem maila o treści "jestem programistą, szukam wolontariatu, bla bla bla..potrzebujecie kogoś takiego?" odpowiedź przyszła w 15 minut: "Definitely!" ;D idąc dalej tym tropem, znalazłem najlepszy hostel w następnej miejscowości do jakiej miałem ruszyć z Cartageny, czyli Mompós i wysłałem tą samą wiadomość.. 15 minut i odpowiedź – "ktoś taki jak Ty bardzo się przyda"! Tym sposobem, dzisiaj już sobie parę godzin popracowałem ogarniając "bałagan" na stronie, później zjadłem dobry, domowy, kolumbijski obiad (ryż z makaronem – ciekawe połączenie, udko i warzywa), później uczyłem się hiszpańskiego z właścicielami oraz uczyłem ich angielskiego, następnie było karaoke, a teraz leżę na wyrku i się cieszę jak głupi do sera ;D

Szczerze to takie miałem myśli jeszcze przed wyjazdem – zapracować na przeżycie i podróżować, czyli połączyć przyjemne z przyjemniejszym, no i właśnie tak się dzieje, a to jeszcze nie wszystko!

Leżę i nie wiem w co ręce włożyć bo.. nigdy nie mogłem znaleźć lokum na CS, a dzisiaj? Mam 26 (słownie: DWADZIEŚCIA SZEŚĆ) wiadomości, w tym 7 bezpośrednich ofert zaproszeń do domu!! Nie wysyłając ani jednego zapytania!!! Hahaha normalnie nie wierzę – czuje się jak Owsiak na orkiestrze! ;D ale już Wam mówię patent 😉

Pomyślałem – po co mam wysyłać te zapytania, skoro zamiast tego mogę otrzymywać propozycje? Utworzyłem na CS publiczne wydarzenie, moją podróż z przybliżonymi planami.. i co? I teraz nie wiem kiedy mam na to wszystko odpisywać – mam propozycje noclegów i spotkań na całej trasie przez Amerykę Południową – również z miejsc, których na początku nie planowałem odwiedzić! Coś pięknego! I coś czuję, że ta podróż znacznie rozciągnie się w czasie.. a ogólnie to myślę, żeby wymienić w plecaku namiot i śpiwór na laptopa ;D

Spokojnej nocy czy też miłego dnia.. ja ogarniam CS, a później muszę jakoś ogarnąć emocje, bo sięgają zenitu 😉

Stay tuned!