Nocleg w Magangue

Posted from Magangué, Bolivar, Colombia.

Do Magangue dotarłem przed 20, niestety ostatnia łódź juz odpłynęła i zbliżała się burza, wiec trzeba było organizować spanie. Ulice w okolicy praktycznie puste, ale będąc koło dworca i zarazem portu, na brak naganiaczy nie można narzekać (oferują transport, spanie i pewnie inne rzeczy). Jeden poszedł za mną do hostelu i zaczął coś gadać z portierem jakoby mnie przyprowadził, dzięki czemu dostałem podejrzewam wyższą cenę – zrezygnowałem i dosadnie podziękowałem za dalszą "pomoc".

Przed wejściem spotkałem jednak młodszego chłopaka czekającego na ojca. Jak się okazało studiuje medycynę (chce wyjechać do Hiszpanii by tam kontynuować naukę) i dobrze mówi po angielsku. Zaproponował, że jak przyjedzie jego ojciec, to zaprowadzą mnie do taniego i "lepszego" hostelu – tak się stało. Dodatkowo załatwił dla mnie formalności z portierem oraz udzielił wszelkich niezbędnych wskazówek odnośnie dojazdu do Mompós (można dostać się drogą lądową, jednak łodzią jest i taniej i są lepsze widoki). Wynegocjował również cenę – $18000/30 zł – Kolumbijczycy oznaczają swoje pesos jak dolara. Co do cen, jak zauważyliście juz nie podaję ich tak często jak w Wenezueli, a to dlatego, że nie ma się czym zachwycać. Ceny są zbliżone do polskich – zarówno transport, spanie, jak i jedzenie, a czasami jest nawet drożej i będąc w markecie otwieram szeroko oczy, jak widzę zwykłe ciastka typu pieguski w cenie 10 zł.

Hostel jak hostel.. wynajmują chyba pokoje na godziny, więc musiałem 20 minut poczekać. Między czasie skoczyłem coś zjeść, a później widziałem w recepcji pannę w samym ręczniku – przyszła po dodatkowy (może ma intensywne doznania). Dostałem wielki pokój z dwoma podwójnymi łóżkami, bez okien, bez klimy, za to 2 wiatraki. Czasami – tak jak w tym miejscu – widząc łazienkę, zastanawiam się czy się myć, czy bezpieczniej i czyściej będzie ją omijać. Przy okazji – prysznice mają tu przeważnie tylko jeden kurek, z wodą letnią, która leci z pojemnika na dachu, a ten z kolei jest ogrzewany przez słońce (bynajmniej taka jest moja teoria). Pojemnik będziecie mogli zobaczyć na jakimś zdjęciu. W hostelach często nie dostaje się nic do przykrycia – przy tych temperaturach (szczególniebez bez klimy) jest to zbędne.

Część posta piszę po przebudzeniu się około 4 w nocy.. ze względu na brak okien, można raczyć się ciemnością na miarę czarnej dziury. Ciepło, ale wiatraki dają radę. Założę słuchawki, bo dawno słyszałem swoją muzykę i śpię dalej..