Posted from Cartagena, Bolivar, Colombia.
Wczoraj przeszedłem się jeszcze wieczorem wzdłuż wybrzeża oraz uliczkami "starówki", na których byłem wcześniej (będziecie mogli porównać na zdjęciach). Uliczki zapełniły się klimatycznymi kawiarenkami i restauracjami. Muzyka na żywo, pokazy tańca, kluby, bryczki konne, obnośni sprzedawcy z cygarami, colą i koką, stoiska ze wszystkim i z niczym, czyli wszystko co można znaleźć w turystycznym miejscu.
Bardzo podobało mi się wybrzeże – w porównaniu do starówki (tak to nazywam bo jest otoczona murami obronnymi i jakby oddzielona od reszty miasta) jest tam niesamowicie cicho, spokojnie i żadnych turystów, wiec można się zrelaksować przy krajobrazie błyszczących w oddali wieżowców oddzielonych od nas wodą. Samego wybrzeża jest dość sporo, bo nie dość, że całe miasto jest całkiem duże, to ma dość fikuśny kształt – możecie sprawdzić na mapie (niektórzy może znajdą męskie genitalia).
Chciałem też wybrać się na jakiś punkt widokowy co by uraczyć siebie i Was widokiem całości, jednak dwa zamki na wzgórzach jakie znalazłem po drodze, były już zamknięte.
Dzisiaj pożegnałem się z "domownikami" i opuściłem hostel. Błędem było wyjście w południe zamiast o świcie, wiec darowałem sobie próbę dotarcia na drugi koniec miasta, na wylotówkę i złapałem busa na terminal (by stamtąd ruszyć do Magangue).
Kierowca jechał jak wariat. Odkryłem kolejne funkcje jego pomocnika – jeżeli stoi przed nami na światłach niewiele samochodów lub same motocykle, to wybiega (drzwi są zawsze otwarte, a on prawie cały czas w nich stoi) i prosi ich o puszczenie nas (jeżeli skręcamy w prawo). Dodatkowo co jakiś czas podbija jakaś kartkę (nie wiem czy ilość osób czy coś) w przydrożnym punkcie (dziadek siedzi sobie przy chodniku lub nawet na podwórku z czymś w rodzaju kasy fiskalnej). Nie wiem czy za szybsze kursy mają premie czy jak, ale po podbiciu tej kartki zdjął nogę z gazu, rękę z klaksonu (myślałem, że jest przyklejona – serio) i dalej jechaliśmy już 20km/h.. jak nie 10.
Chciałem nagrać filmik jak szalał, ale niestety skończyła mi się pamięć w telefonie. Gdy miałem wyjąć aparat, jakaś kobieta pokazała, żeby lepiej schować telefon i uważać. Mają tutaj taki specyficzny gest – przyłożenie wskazującego palca, do prawego kąciku prawego oka. Może faktycznie (jak kilka osób mówiło) latynosi są przewrażliwieni, a może wiedziała (lub widziała) coś o czym ja nie wiedziałem. Mimo wszystko wolę być ostrzeżonym niż nie być – miło z jej strony, ale filmiku nie zobaczycie.
Jest 15:40 i jadę juz busem do Magangué, skąd będę organizował transport do Mompox (Mompós) – podobno ładne miejsce, do którego trzeba dotrzeć drogą wodną (ja tam widzę jakieś drogi lądowe, ale ok). Poza tym chyba trochę zjebałem, bo nie wiem czy nie dotrę tam w środku nocy, ale głowę miałem zajęta czymś innym – więcej szczegółów juz wkrótce 😉