Posted from Cali, Valle del Cauca, Colombia.
Następnego dnia trochę pospałem, a koło południa wyszedłem zobaczyć miasto. Nie wiem czy wybrałem złą godzinę (13-14), zły dzień (niedziela), czy złe miejsce (jedna z głównych ulic Cali), ale raczej mnie to odstraszało i zniechęcało do całego miasta, aniżeli zachwycało jako "światowa stolica salsy".
Na chodnikach prawie pusto – od czasu do czasu można spotkać bezdomnych i margines. Gdzie niegdzie ładny park, ogród, kwiaty i fontanna w której piorą rzeczy lub piją wodę bezdomni. Jak juz wspomniałem dużo młodych, zwiniętych w kłębek śpi na ulicach – kilka razy w ostatniej chwili dostrzegłem, że to człowiek. Sklepy pozamykane (ok, niedziela), a te które są otwarte, sprzedają przez kraty – zauważyłem, że to bardzo popularne w tym mieście i bynajmniej w mojej opinii nie działa na korzyść, a raczej skłania do przemyśleń, że coś jest nie tak. Muzyki też nigdzie nie było słychać.
Zjadłem obiad i padłem odpoczywać bo odechciało mi się tego Cali. Po jakimś czasie przyszedł jednak chłopak, który jest przodownikiem i zbiera grupę na zwiedzanie (za friko/tylko napiwki). Średnio mi się chciało po moim osobistym zwiedzaniu, ale ponieważ następnego dnia chciałem wyjeżdżać, to w sumie czemu nie.
Obeszliśmy główne punkty miasta i wyglądało to trochę lepiej niż wcześniej, choć wciąż bez wodotrysków. Dowiedziałem się ze nazwa tańca salsa, faktycznie pochodzi od sosu, jako mieszanka różnych stylów muzycznych i rytmów. Usłyszałem tez kilka innych legend i historii jak np. dlaczego ludzie w Cali podobno najlepiej tańczą salsę. Otóż na górze trzech krzyży (których nie zrobiłem zdjęcia) zamknięta jest jakaś bestia związana z hulankami, tańcami i seksem i kiedy Caleños tańczą, to ona również rusza nogami – to tak w dużym skrócie).
Od Andres – przewodnika, dowiedziałem się jeszcze jednej bardzo istotnej rzeczy. Mianowicie, że jest lovelasem i z jego doświadczeń na świecie wynika, że Polki całują najlepiej! 😀 ..Amerykę odkrył 😉 Niestety z żadną (z trzech) mu nie wyszło i spotyka się obecnie z Niemką, ale to już zostawmy bez komentarza.
Wieczorem znowu miałem ochotę się poopie*dalać, ale przyszedł szwed i zagadał czy nie poszedłbym z nim na spotkanie, bo umówił się z dziewczyną z Peru, ale ona będzie z koleżanką.. nie przepadam za takimi akcjami ale ok. Dzięki temu dowiedziałem się jakie miejsca można odwiedzić w Peru, jakich dań spróbować, oraz tego, że Peruwianki nie są w moim typie (i podejrzewam ze nie tylko moim, choć akurat on wyglądał na zachwyconego).
Rano spotkałem jeszcze parę bardzo fajnych Anglików podróżujących juz około 8 miesięcy (dużo ludzi których spotykam ma tak spore przebiegi). Miło się gadało więc wymieniliśmy się spostrzeżeniami, kontaktami i ruszyłem dalej.