Posted from Cali, Valle del Cauca, Colombia.
Na miejsce dotarłem późnym wieczorem. Z terminala do hostelu zrobiłem sobie spacer – na chodnikach bardzo niewiele ludzi, kiedy jednak doszedłem do kościoła San Antonio, pokazały się tłumy turystów. Muzyka gra, ludzie tańczą w lokalach i na chodnikach, po ulicach jeździ tańczący autobus (tak, dziewczyny z daleka zaczęły piszczeć na widok białasa), a na dodatek trafiłem na pokaz fajerwerków.
Ogólnie jest bardzo ładnie i przyjemnie – ławeczki, oświetlenie, rzeczka, drzewka.. Chwilę usiadłem by odpocząć i poszukać hostelu. Momentami zaczyna mnie drażnić to, że każdy się na mnie gapi. Kiedyś myślałem, że mam taką fazę jak zapalę w innym mieście, ale nie, bez tego jest to samo, a tutaj to już całkiem. Czasami nawet nie wiem czy to wrogość czy sympatia, ale staram się wierzyć, że to drugie, więc z uśmiechem mówię "dzień dobry", a oni odpowiadają.
Po wyjściu z tego uroczego terenu, robi się mniej interesująco – bezdomni śpiący na ulicach (bardzo często młodzi), żebracy, obskurne ściany budynków i śmieci.
Zameldowałem się w hostelu, wziąłem prysznic i poszedłem się przejść jeszcze raz. Zjadłem pyszną sałatkę owocową, trochę posiedziałem obserwując ludzi, ale powoli całe towarzystwo się rozchodziło, wiec i ja poszedłem odpocząć.
Pod hostelem spotkałem kilka osób, z różnych części świata. Chwilę pogadalismy i zaproponowali wyjście do klubu na salsę. Wprawdzie byłem po całym dniu w podróży, ale czemu nie. Po chwili okazało się, że idzie z nami jeszcze 2 typów i szczerze, jakbym wiedział o tym wcześniej to chyba bym się nie skusił, ale o tym za chwilę.
Ruszyliśmy i.. rozpie*dalają mnie ludzie z mapami 🙂 rozumiem, że można sprawdzić gdzie coś jest czy coś, ale k*, żeby chodzić z mapą po mieście i szukać lokalu gdzie można potańczyć!? I to żeby chociaż umieć z niej korzystać, a nie chodzić przez godzinę w kółko, między czasie pytać kilku przechodniów i i tak nie znaleźć! Podobnie było ostatnio z francuzkami w Medellin – mieliśmy iść coś zjeść, a panna na skrzyżowaniu wyciąga książkę – jakiś przewodnik i zaczyna ją wertować w poszukiwaniu lokalu ;D myślę – ludzie, na jakim świecie Wy żyjecie? Paranoja.
W końcu wróciliśmy spowrotem do hostelu, dziewczyny poszły siku, a my z chłopakami (łącznie 4) czekaliśmy na nie przed wejściem. Podbija 2 typów reprezentujących margines, jeden wyciąga nóż, rozkłada, wchodzi między nas i kładzie na parapecie przy którym stoimy, jednocześnie opisując co robi. Następnie odsuwa się paste metrów dalej i razem z drugim podnoszą koszulki i obracają się, podnoszą ręce do góry, niemalże tańczą, pokazując i tłumacząc, że nic więcej nie mają i chcą tylko pieniądze. Każdy z nas stoi jak wryty i zerka raz na scyzoryk, raz na nich. Chwilę tak staliśmy, aż w końcu portugalczyk wyciągnął kasę – myślał, że ma tylko 2000, a przez przypadek wyciągnął 20 000.. typ od scyzoryka już do niego podbija, zabrał i złożył nóż, jednak ten zaczął się kierować w kierunku wejścia do hostelu. W końcu wszedł do środka, za nim my, a tamci się zawinęli – obyło się bez ofiar.
W sumie były już takie akcje w Polsce na osiedlu i chłopaki poszli do domu mocno poobijani, razem ze swoimi scyzorykami (pamiętacie?), ale ciężko ocenić co może mieć taki kolumbijczyk. Poza tym widać było, że nóż jest tylko po to żeby zastraszyć, więc ani to ich atakować jako pierwsi, ani czekać i nie wiadomo czego się spodziewać.
Wracając (głównie) do jednego z dwóch typów (o których nie wiedziałem, że z nami idą), jak tylko go zobaczyłem, od razu zaśmierdziało problemami. Przyjechał fafarafa ze stanów, przedstawił się jako "Q", ubrał się jak na koncert jakiegoś pieprzonego Justina Biebera, tak żeby go było widać na drugim końcu miasta, zegarek na pół przedramienia i błyszcząc kołysze się jak starej babie cycki. K* jakbym go zobaczył na mieście, to sam bym go chyba skroił dla zasady. Tym bardziej, że jak dowiecie się z kolejnego posta, nie jest to w mojej opinii najbardziej przyjazne miasto w Kolumbii. (błądzenie z mapą przez pół nocy to też jego zasługa).
Mimo wszystko poszliśmy do tego klubu – tak dobrze się bawiłem, że wystarczyło mi jakieś pół godziny (nawet nie dopiłem 1 piwa) i wróciłem. Gorąco, tłoczno i w ogóle nie wiem co oni widzieli tam specjalnego. Pół godziny później wróciła reszta, a zostało tylko tych 2 typów..