Medellin

Posted from Medellín, Antioquia, Colombia.

W drodze do Medellin miałem widoki dosłownie jak z bajki – góry, wodospady, natura, domki na wzgórzach, a zieleń momentami aż raziła po oczach. Z Yarumal zabrał mnie student medycyny, akurat jadący w tym samym kierunku. Pokazał mi po drodze kilka świetnych miejsc, gdzie z przyjemnością się zatrzymał na zrobienie zdjęć, polecił mi gdzie jeszcze mogę się udać (właśnie jadę w jedno z tych miejsc – do Guatape), a także zapewnił posmakowanie lokalnych dań i przekąsek.

Zajechaliśmy np. do lokalu, w którym robią podobno najlepsze w Kolumbii "Pandequeso" – było tłoczno, a "bułeczki", pomimo iż nie jadłem ich wcześniej, wyglądały i smakowały tak, jakby faktycznie były najlepsze 😉 były 2 rodzaje – jakby obważnek z zasklepioną z dołu dziurką, oraz w kształcie zwykłej bułki/pierożka. W smaku nie widziałem różnicy – delikatnie przyrumienione i chrupiące na zewnątrz, a mięsiste, jakby wręcz zakalcowate w środku i w smaku lekko słonawe. Główne składniki to jakiś rodzaj mąki i jajka – nie wiem co więcej. Serwowane są z "milo" – czymś co bardzo przypomina kakao.

Po dotarciu do Medellin poszliśmy zjeść coś jeszcze nowego. W Kolumbii na hot-dogi mówi się "perro", czyli pies, ale mają jeszcze coś takiego jak "perra" czyli suka 😉 zamiast parówki mamy bekon, do tego hmm.. nie pamiętam co jeszcze było w środku ale na pewno trochę ananasa i surówki, to wszystko na bułce do hot-dogów, przykryte warstwą żółtego sera, a na nim frytki i 2 małe jajeczka (bardziej by pasowały do psa, ale może to był transwestyta). Bardzo smaczne i dość spore – ledwo dałem radę.

Po jedzeniu Alejandro podrzucił mnie do hostelu, bo akurat miał po drodze. Z CS niestety nici – dla porównania w Bogocie mam chyba ze 4 lub 5 zaproszeń, ale jest podobno 4 razy większa i ma prawie 8 milionów mieszkańców.

Wieczorem zrobiłem sobie jeszcze spacer po mieście i padłem spać. Następnego dnia poznałem Bena z Nowej Zelandii – podróżuje juz chyba 6 miesięcy (znowu student medycyny – jakoś dużo ich tu spotykam). Zgadaliśmy się i najpierw skoczyliśmy do centrum, a później na kolejkę linową z widokiem na całe miasto. Wprawdzie później się pogubiliśmy i wróciliśmy osobno, ale spoko.

Wieczorem wyszliśmy z dwiema francuzkami coś zjeść, a później na imprezę. Trochę się pobawiłem, między czasie jakaś większa pani zaliczyła zgona (3 facetów nie mogło jej podnieść), zobaczyłem tez jak dziewczyny piją "nasienie" z "gwinta", co możecie podziwiać na filmiku. Później zmieniliśmy lokal, na taki, w którym akurat w żeńskim gronie były świętowane urodziny – tak, czułem się świetnie, jak ryba w wodzie. Ogólnie, tak jak kilka osób mnie "uprzedzało", w Medellin faktycznie jest cholernie dużo pięknych kobiet – najwięcej w Kolumbii. Oczywiście zdarzają się plastiki, ale hey, shit happens!

Teraz już jedziemy nad jezioro Guatape z jeszcze jednym Kolumbijczykiem. Podobno ładne miejsce i jest tam ogromny głaz, z pięknymi widokami. Jak mi się spodoba to może zostanę na noc, jak nie to nie wiem czy wracać do Medellin czy jechać dalej – wyjdzie w praniu.

Dobra informacja – mam jakieś 1000 zaległych zdjęć do przebrania i wrzucenia.

Zła informacja – trzeba je przebrać i wrzucić..

P.S. Zarówno w Medellin jak i w Bogocie, w niedziele i święta zamykane są niektóre główne drogi, po których można sobie biegać lub jeździć rowerem. Dodatkowo w Bogocie jest system, który pozwala jeździć autem, zależnie od rejestracji, tylko w wybrane dni.