El Peñón de Guatapé po drodze do Bogoty

Posted from Antioquia, Colombia.

Guatape to całkiem urocze miasteczko, z jeziorem w kształcie trochę przypominającym płatek śniegu, dzięki czemu długość linii brzegowej mocno się wydłuża, a krajobrazy mocno zyskują na jakości. Akurat tego dnia (20.07), Kolumbijczycy obchodzą swoje święto Niepodległości, wiec było dość tłoczno, a hostele wypchane po brzegi. Ben znalazł w jednym z nich wolontariat, a mi z Fabianem, udało się przenocowac za drobną opłatą w domu, u mieszkającego niedaleko małżeństwa. Dodatkowo nocleg był z pysznym śniadaniem – arepa z serkiem, jajecznica z pomidorami i ryż z fasolą, czyli popularne w tym regionie "Bandeja Paisa", podawane z gorącą czekoladą 🙂 Byłem tak głodny, że nie zdążyłem zrobić zdjęcia, sorry.

Zjedliśmy śniadanie i udaliśmy się do El Peñón de Guatapé, gdzie znajduje się ogromny głaz, wysokości 220m. Nie było lekko pokonać te ~700 schodków, ale było warto. Widoki zapierają dech w piersiach. Widać wysepki i wybrzeża z posiadłościami, w których chciałoby się zamieszkać choć na kilka dni, a w oddali góry. Sam głaz również robi wrażenie, już widząc go z daleka. Nie ma tu co więcej opisywać, bo zdjęcia oddadzą to dużo lepiej niż słowa (a jeszcze lepiej odwiedziny;).

Po nacieszeniu oczu i zejściu na dół (trwającym dłużej niż wchodzenie, bo korki), pożegnałem się z Fabianem i on poszedł dowiedzieć się o busy do Medellin, a ja łapać stopa do Bogoty. Nie zdążyłem odejść 100 metrów i zatrzymała się Kolumbijka z rodziną. Jechali akurat do Medellin, ale podjechałem z nimi kawałek i przesiadłem się do (takiego samego) auta jadącego do Bogoty.

Guillermo stwierdził, że przyda mu się towarzystwo żeby nie usnąć w trasie. Znał tyle słów po angielsku co ja po hiszpańsku (albo i mniej), nie przeszkadzało to jednak w tym, by przegadać całą drogę 😉 jest inżynierem przemysłowym – tych również (jak studentów medycyny) spotykam dość często – nie wiem czy jest ich tak dużo, czy może są bardziej przyjaźni i chętniej zabierają na stopa czy też podróżują. Na dodatek radio trochę słabo łapało sygnał, wiec mogłem się wyżyć muzycznie i przypomnieć sobie swoją playlistę. W czasie podróży jakoś nie słucham za wiele muzyki – zakładam czasami słuchawki jak się kładę, ale wtedy to 3-4 nuty i śpię.

Na miejsce dotarliśmy około 22.30. Miałem problem żeby skontaktować się z hostem z CS, więc Guillermo zaproponował mi również nocleg, a rano podrzucił na terminal – więcej takich ludzi 🙂