Posted from Santa Marta, Magdalena, Colombia.
Podróż całkiem spoko, pomijając kilka szczegółów.. mijaliśmy wypadek – zderzenie motocykla z autem (chyba śmiertelny, bo motocykl leżał na osi jezdni nieruszany), około północy staliśmy ze 2 godziny w korku, pośrodku niczego, nie wiem czy o to chodziło, ale później mijaliśmy uzbrojonych po zęby, jakichś żołnierzy czy partyzantów w kominiarkach. Kolejna sprawa, to że ludzie cholernie kłócą się o miejsca w autokarze (swoją drogą jest bardzo wygodny – pomimo, że latynosi są niscy, to przy moich ponad 190cm, osoba przede mną się dosłownie kładzie, a ja mam jeszcze miejsce), i na koniec – dziewczyna w pędzie pomyliła drzwi do łazienki z kuszetką kierowców i jakby to powiedzieć.. musiała hamować "hafta" pod dużym ciśnieniem, własną ręką.. konkretniejszych szczegółów Wam oszczędzę, pomimo że byłem najbliżej 😉
Z dworca udało się złapać stopa (bo dworce się tutaj robi na przedmieściach, chyba pod taksówki) i miły typ gadający trochę po angielsku, zawiózł nas na samą plażę.
Jest 14.30 i słońce pali niemiłosiernie – 36-38°C.. Szukamy schronienia na noc, bo to już nie Wenezuela z jej hotelami 🙂
Miłego wieczoru!