Posted from Bogotá, Bogota, Colombia.
Miałem dość upałów w Mompós, to teraz dla odmiany jest okazja zmarznąć. Mieszkania raczej nie są ocieplane, ani nawet szczelne, więc w nocy dwa koce i kołdra są całkiem w sam raz. Tak jak wcześniej czytałem, faktycznie w Bogocie mają czasami 4 pory roku w jeden dzień, a podejrzewam, że dodatkowo mają też kilka stref klimatycznych i podczas gdy na jednym końcu miasta jest burza, na drugim świeci słońce. Wczoraj np. co pół godziny raz było zimno i padało, a raz wychodziło słońce i grzało tak, że musiałem zdejmować bluzę.
Co bardzo mnie zdziwiło, Bogota (8 milionów mieszkańców, 1500km2!), w przeciwieństwie do 4 razy mniejszego Medellin nie ma.. metra! Mimo wszystko komunikacja działa dość sprawnie – jest np sieć długich, dwuprzegubowych autobusów TransMilenio, które mają dodatkowe pasy.
Po mieście trochę oprowadził mnie kuzyn hosta, a ponieważ interesuje się historią, dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy, jak np. tego, że kiedyś Kolumbia miała nazwę Gran Colombia, a w jej skład wchodziły również Wenezuela, Panama i Ekwador. Były plany przyłączenia też Peru i Boliwii, ale po śmierci Simona Bolivara, państwo rozpadło się na poszczególne kraje.
Inna ciekawostka, to że wojna o niepodległość wybuchła po tym jak ówczesny prezydent poszedł osobiście do jednego z pobliskich domów pożyczyć wazon. Właściciel nie był jednak jego zwolennikiem i odmówił pomocy. Wywiązała się bójka, wazon został stłuczony i wybuchła wojna (tyle mniej więcej zapamiętałem). Dom właściciela wazonu będzie na jednym ze zdjęć.
Widziałem również posiadłość prezydenta, która jest bardzo strzeżona – nie można nawet wejść na chodnik ją otaczający, ale jak przypomniał Felipe – Kolumbia jest w stanie wojennym. Za pozwoleniem strażnika (i bez pozwolenia też) udało mi strzelić parę zdjęć przez ogrodzenie.
Byłem też na pierwszej ulicy która powstała w Bogocie. Nazwy ulic chyba w całej Kolumbii mają głównie 2 nazwy, które są tylko numerowane – Carrera (biegnące z południa na północ) i Calle (ze wschodu na zachód czy jakoś tak), wiec adresy wyglądają mniej więcej tak: Cl. 45 # 24-15. Jedynie niektóre większe aleje mają normalne nazwy.
Centra handlowe raczej nie różnią się od europejskich, czasami można w nich znaleźć również kasyna. Jak pisałem wcześniej są dzielnice/bloki tematyczne – również z dragami, prostytutkami, salonami tatuażu.. no chyba dosłownie ze wszystkim, wiec jak ktoś czegoś potrzebuje, to raczej nie musi jeździć z jednego końca miasta na drugi.
Odwiedziłem muzeum złota – całkiem spoko, ale jednak nie przepadam za muzeami. W pobliżu znajduje się "rynek", gdzie wiele osób oferowało szmaragdy. Poprosiłem jednego dziadka o pozwolenie na zrobienie zdjęcia i zaraz dookoła stało 10 osób z trzymanymi w rękach eksponatami do fotografowania. Trzeba było się jednak ulatniać, bo coraz bardziej zachęcali do kupna. Felipe stwierdził, że to chyba najbezpieczniejsze miejsce w Bogocie – zagadany dziadek (jak i zapewne reszta koników) miał za pazuchą gnata, w końcu kamyki nie są tanie – ale bezpieczeństwo to pojęcie względne..