W El Bordo niestety ruch jest bardzo mały, jednak udało się i zabrała mnie ciężarówką bez naczepy. Jechało się bardzo dobrze, gdyby nie prawie godzina przerwy między czasie, na pogadankę z koleżanką. Olałem jednak temat i się chwilę przespałem, w końcu aż tak mi się nie spieszy, a wg. mojej filozofii jak dzieje się coś niefajnego, to później będzie wynagrodzenie – jak z tęczą po burzy.
Dojechaliśmy do El Remolino, i przy wysiadaniu kierowca mówi, że jego kolega jedzie do Ipiales (czyli pod samą granicę) i niedługo powinien być, więc z nim porozmawia żeby mnie zabrał – świetnie 😉 Między czasie i tak próbowałem coś zatrzymać, ale na próbach się skończyło. Niedługo faktycznie podjechał kolega, okazało się jednak, że z żoną więc miejsca brak.. ale mówi, że mogę jechać tyle, że do Pasto i na.. pace. W sensie NA pace czyli jakby na dachu ;D
Jazda na dachu trucka, wśród otaczających Andów – lepsze widoki i miejsce do ich oglądania ciężko mi sobie wyobrazić. Kilka dni temu miałem pisać, że żałuję, że nie mam aparatu w oczach. Było to przy okazji takiego obrazka – jadący truck, a za kabiną stoi 2 typów w bandanach na twarzach.. a dzisiaj? A dzisiaj sam tak zapie*dalam i mam jeszcze lepsze miejsce! Widoki takie, że szczęka opada – zbocza gór, szczyty, wąwozy, doliny, mosty, rzeki, a to wszystko bez ograniczeń pola widzenia – 360 stopni! Do tego trochę adrenaliny i odrobina lęku, żeby nie spaść na którymś zakręcie i szczęście jak u małego dziecka murowane 🙂 Nie wiem jak to opisać, bo samemu ciężko by mi było to sobie wyobrazić, ale tak sobie jadąc pomyślałem, że za takie chwile można by wiele oddać – coś pięknego. I pomimo, że pewnie nikomu nie widzi się tego powtórzyć i mało kto to zrozumie, to i tak polecam z całego serca – póki co jest to chyba najlepsze wydarzenie w mojej krótkiej podróży, a może i nawet w życiu 🙂
Dojeżdżając do Pasto, przy wysokości ponad 2600 metrów, zaczęło robić się dość chłodno w koszulce i spodenkach, ale wtedy położyłem się i oglądałem chmury (mniejszy opór powietrza).. a w sumie to prawie zasnąłem 😉
Z Pasto do Ipiales dostałem się busem, bo standardowo zastała mnie noc, a chciałem być juz na wylocie do Ekwadoru. W planach było też odwiedzenie sanktuarium Las Lajas, ale na chwile obecną mi się odechciało, wiec zobaczymy czy ponownie zmienię zdanie.. póki co ciągnie mnie dalej