Posted from Trujillo, La Libertad, Peru.
W Trujillo gości mnie José – jego rodzina ma hotel, w którym mieszkam. Pierwszego dnia dałem wszystkie ciuchy do prania – staram się prać bieliznę i koszulki na bieżąco, a co jakiś czas daję wszystko do wyprania w pralce. Drugiego dnia źle się czułem, więc dopiero na trzeci dzień ruszyłem się z "domu".
Byłem w Chan Chan – bez przewodnika, nie wiedząc nic na temat tego miejsca i owej kultury, niczym mnie ono nie zachwyciło. Trochę historycznych murów z ozdobami gdzie niegdzie – tak, to moja refleksja na temat tysięcy lat historii. Jak będzie okazja to poczytam o tym w internecie.
W drodze powrotnej trafiłem do muzeum zabawek – fajnie przypomnieć sobie niektóre "wynalazki", które kiedyś wystarczały by człowiek obył się bez smartphonów i komputerów. W porównaniu do tych dzisiejszych.. hmm w sumie to nie ma co porównywać do tego plastiku 🙂 Dodatkowo można było się tam nieźle wyżyć fotograficznie.
Dzisiaj z José jedziemy do Cascas, do jego dziadków. Ucieszyłem się z tego pomysłu, bo fajnie będzie poznać i pobyć z miejscowymi, zobaczymy jak bardzo typowa będzie chata 😉 Mieliśmy wyjechać o 9, a minęła już 16.. wychodzimy z domu. Półtorej godziny czekania na busa, ponad 2 godziny jazdy i o 20.30 jesteśmy na miejscu – prawie 9, jesteśmy przed czasem!
Miasteczko jest małe, spokojne, a rodzina bardzo sympatyczna i gościnna. Tak dobrze się tu czuję, że chętnie zostałbym conajmniej kilka tygodni i to nie tylko dlatego, że dziadek José robi pyszne wino. Przy okazji stwierdziłem, że jestem taki leniwy, bo zacząłem bardziej przesiąkać życiem i lokalnymi zwyczajami. W cieplejszych rejonach, w południe, sklepy i zakłady są pozamykane, a każdy śpi czy to w domu czy na zapleczu. Dopiero po południu zwiększa się ruch, ale i tak czas płynie innym tempem, choć można to też zaobserwować w niektórych europejskich krajach.
Udało się w końcu zrobić sesję drogi mlecznej, co możecie podziwiać na zdjęciach. Już zacząłem planować co będzie można w tych zdjęciach poprawić następnego wieczoru, gdy okazało się, że następnego wieczoru nie będzie, bo musimy wracać – szkoda, następnym razem.
W Trujillo spędziłem jeszcze jedną noc (łącznie z Cascas minął tydzień) i właśnie jestem w drodze do Limy. Mam się tam spotkać z hostem, który mnie gościł również w Chiclayo. W Limie odbywają się akurat targi spożywcze "Mistura" więc będzie świetna sposobność żeby sprawdzić, czy faktycznie Peruwiańska kuchnia jest taka dobra. Jak narazie te kurczaki czy nawet krab zjadający mój ryż, niczym nie zachwycają. Choć muszę przyznać, że chyba się zważę przy najbliższej okazji – dzień w dzień dwudaniowe obiady po 5 zł i obfite kolacje, którym też czasami nie mogę dać rady, robią swoje.
Ach bym zapomniał – sprzedałem namiot.. myślę będzie 2 kilo mniej w plecaku, a jedno użycie w ciągu 2 miesięcy średnio się kalkuluje.. po kilku godzinach jednak doszedłem do wniosku, że wybranie się na łono natury, konkretnie do dżungli, to był główny powód odwiedzenia Ameryki Południowej. Może na południu będzie więcej okazji do jego wykorzystania? Dwa miesiące noszenia żeby teraz żałować? Zabrałem go spowrotem ;D
Następny przystanek Lima..