Posted from Caracas, Capital District, Venezuela.
Dzisiaj z samego rana, po wejściu do metra, kieszonkowcy podnieśli mi na kilka ładnych godzin ciśnienie lepiej niż kawa, której nie piję.. jakiś niezdarny, mocno sztuczny tłum, typ się wygiął w dziwny sposób żeby wywrzeć nacisk na boczną kieszeń (miałem coś jakby bojówki), a później widziałem jak próbował ją otworzyć – polecam kieszenie z guzikami. Miałem tam paszport i telefon, który schowałem przed wejściem do metra, a ponieważ wysokiego gringo widać z daleka, to akcja była raczej zaplanowana. Dzięki temu niestety nie będzie zdjęć z dzisiaj – wszystko zostawiliśmy w hotelu i wzięliśmy tylko jakiś hajs.. jak się później zastanowilem, to po 5 zł ;D haha
Wybraliśmy się zobaczyć uniwersytet – całkiem miło I przyjemnie, choć nic mnie specjalnie nie zachwyciło, a później pojechaliśmy do miasteczka Guatire, oddalonego jakieś 50 km od Caracas. Można było zobaczyć jak ludzie żyją – czas płynie wolniej 🙂 oczywiście dookoła zazielenione góry, ale największe łał i tak wywoływały piękne, stare, dymiące auta.
Po powrocie spacer po innych rejonach Caracas, po 8 piętrowym centrum handlowym i powrót w nasze okolice. Na jedynym z placów dziadki grają w domino (kilka stolików), a obok leci lokalna muzyka, przy której tańczą ludzie – sobotni wieczór 😉
Podsumowując dzisiejsze wydatki, za 10 zł kupiliśmy bilety na metro (10 przejazdów), po 36 groszy, pojechaliśmy do innego miasta (50 km) po 43 gr w jedną stronę, i zjedliśmy po pysznym obiedzie, po około 4 zł każdy 🙂 my się tu cieszymy, ale nie wiem jak żyją z tym mieszkańcy, bo podobno średnia pensja to około 6000bs (60 zł po czarnorynkowym kursie).
Idziemy na balety.. jak się uda to później wrzucę jakieś zdjęcia z wczoraj