Posted from Ernakulam, Kerala, India.
Jak tylko wyszedłem z domu okazało się, że musiałem wracać bo.. zapomniałem portfela. Idąc na dworzec zacząłem szukać biletu na autobus. Przejrzałem po kilka razy wszystkie miejsca, gdzie mógł być ale bez skutku. Zaczęło się robić coraz bardziej stresowo. Ja po raz n-ty przeszukuje portfel i saszetki, jednocześnie gadam z siostrą, która szuka biletu w domu, a on jak kamień w wodę. Podjeżdża autokar, dalej szukam ale zaczynam godzić się z faktem, że będę musiał kupić drugi (70 zł). Monika mnie uspokaja mówiąc żeby pomyśleć i przejrzeć wszystko jeszcze raz na spokojnie.. i nagle olśnienie – tak bardzo chciałem mieć go pod ręką, że schowałem pod pokrowcem telefonu 😉
Po 8 godzinach dotarłem do Katowic. Trochę się pospieszyłem z wyjazdem na lotnisko, bo autobusy były w takich godzinach, że musiałem godzinę czekać na przesiadkę w Kamieniu. Próbowałem pozbyć się drobnych, które poza granicami Polski mogą być jedynie ciężarem (jak pamiętacie z Maroka, nie jest to dobry pomysł na upominek). Zaopatrzyłem się wobec tego w aptece w jakieś specyfiki, ale w drobnych zabrakło złotówki, dzięki czemu musiałem rozmienić kolejne 10 zł. Kupiłem kilka przekąsek na drogę i zostało 4.60. Stwierdziłem, że pożyczę od kogoś te 20 gr, kupię bilet na kolejny autobus i portfel będzie dużo lżejszy. Tak też zrobiłem.

Zadowolony spaceruję po okolicy czekając na przesiadkę.. trochę chłodno (nie brałem grubych rzeczy do ciepłych krajów), jadłodajnia niestety zamknięta, inne interesujące miejsca, w których można by się zagrzać również, ale zobaczyłem punkt xero. Myślę skseruję sobie paszport co by mieć na wszelki wypadek. Wszedłem, rozglądam się jeszcze po punkcie zastanawiając się co może mi się przydać w podróży i nagle w moich myślach pojawia się napis „K*RWA”. Spoglądam na kobietę i mówię „proszę zaczekać!”, kiedy ta naciska przycisk kopiuj. Tym sposobem zostałem szczęśliwym posiadaczem 20 zł w drobnych klepakach. Zrezygnowany olałem temat.
Lot do Dubaju w miarę w porządku. Pomijając ciasne siedzenia WizzAir, moim głównym problemem była teraz zmiana lotniska. Optymistyczna opcja zakładała, że wyląduję o 21 i o 21:31 pojadę z lotniska autobusem na ostatni pociąg metra, które zawiezie mnie pod sam terminal. Pesymistyczna – że wezmę taxi i zapłacę 120-150 zł, co wyjdzie i tak taniej niż kupno biletu, z przesiadką na tym samym lotnisku.

Ponieważ optymistyczna opcja legła w gruzach już na kontroli paszportowej (nie wspominając o kolejkach do kantoru i biletomatu), chcąc nadal zaoszczędzić wprowadziłem w życie trzecią, lekko ryzykowną opcję, czyli 2 przesiadki autobusami, przy czym na lotnisku powinienem być 1,5 godziny przed odlotem.
Większość osób, które ze mną przyleciały miały podobny problem by dostać się do centrum. Rozważając możliwe opcje, wdałem się w rozmowę ze starszą kobietą i jej mężem, która sporo podróżuje po świecie. Opowiedziała kilka ciekawych historii, a dodatkowo dała kilka wskazówek odnośnie bieżącej podróży. Np. w Dubaju, w autobusach, kobiety mają wydzielone miejsce i mężczyźni nie mogą w nim przebywać bo grozi za to mandat. Mówiła o rzece Ganges i rzeczach jakie w niej pływają. O młodej parze, która przypadkiem rozdzieliła się wsiadając do pociągu – mężczyzna wsiadł, a kobieta została (niektóre klasy pociągów w Indiach mają straszny tłok). Płakał jak dziecko, bo skoro ona zostanie, to mogą się już więcej nie spotkać – wiele osób w Indiach to analfabeci.

Podróżniczka wspomniała jeszcze, że w Qatar Airways dają świetne jedzenie (mam dwa przeloty w drodze powrotnej) oraz, że ze wszystkich miejsc najbardziej spodobało jej się Borneo, ze względu na przyrodę i zwierzęta – dodaję do listy.
Jadąc już ostatnim autobusem na główne lotnisko, zaczęło robić się nieciekawie. Jest półtorej godziny do odlotu, a my mamy jeszcze kawałek do przejechania, dodatkowo czerwoną falę i na każdym przystanku ktoś wsiada. W międzyczasie przeczytałem na bilecie, że odprawa na lotnisku w Dubaju jest zamykana 75 minut przed odlotem, więc po dotarciu zostało mi.. zero minut.

Wybiegłem z autobusu i biegłem tak do samego punktu odprawy, czyli wliczając kładkę nad ulicą i lotnisko, ponad kilometr z plecakiem. Wpadłem taki zmachany prosto do okienka „priority”, gdzie po krótkiej konwersacji, miły pan zaczął spokojnie wprowadzać do komputera moje dane. Okazało się, że przy okienkach czeka jeszcze kilka osób, a ja oczywiście żadnego „priority” nie miałem. Po załatwieniu formalności, mężczyzna pyta mnie o bagaż. Mówię, że mam tylko podręczny, a on proponuje zważyć. Ok, kładę na taśmę i wyskakuje 10,5 kg. Kiedy wychodziłem z domu było 8,5, a okazuje się, że limit to 7 kg – dzień dobry. Zasugerował żeby dopłacić i wziąć rejestrowany, ale jednocześnie poinformował, że mogę zaryzykować – przy wsiadaniu mogą go zważyć i będzie problem, bo już nie będę mógł wrócić i go nadać. Myślę sobie – nigdy nie widziałem żeby to sprawdzali, więc zaryzykuję.
Boarding. Kolejka się zmniejsza. Dochodzimy do ostatniej kontroli, patrzę, a typ każe osobie przede mną położyć bagaż na wagę. F*ck! Zaczynam powoli i niechętnie zdejmować plecak, kiedy nagle słyszę.. „proszę przechodzić dalej” xD Los się uśmiechnął – udało się.
W samolocie szukam mojego miejsca, ale widzę, że jest zajęte przez starszą kobietę. Zwróciłem jej po angielsku uwagę, pokazując jednocześnie bilet z numerem mojego miejsca, na co w odpowiedzi usłyszałem głuchą ciszę. Kobieta tylko na mnie patrzy, jej współtowarzyszki to samo. Przypomniałem sobie o tym co słyszałem o analfabetyzmie i nie pozostało mi nic innego jak… usiąść na miejscu z większą przestrzenią na nogi ;D na szczęście nikt się o to miejsce nie upomniał.

Do hostelu dotarłem około 12 w południe, więc cała podróż od wyjścia z domu trwała 36 godzin. Poszedłem jeszcze coś zjeść z Niemcem którego poznałem po drodze, przeszedłem się po mieście i padłem spać. Żeby nie było – Butter Chicken dużo bardziej smakował mi choćby w Anglii czy nawet gdy robiłem go samodzielnie.
Obecnie jest już 5 rano, jeszcze ciemno, a za oknem słyszę modły – chyba muzułmanów – zagłuszane raz po raz egzotycznymi odgłosami ptaków. Zastanawiam się czy jechać do kolejnego miejsca czy zostać tu jeszcze jedną noc.
Jakiś długi mi wyszedł ten post.. Jeżeli ktoś słyszał o ciekawych miejscach w Indiach to proszę o info. Blog jak widać jest jeszcze w trakcie tworzenia, więc wszelkie uwagi mile widziane.
#zyjpokizyjesz
Łącznie miesiąc czasu – 5 kwietnia mam bilet powrotny z Delhi, choć trochę żałuję, że kupiłem od razu 😉
Dawaj wiecej! A dlugo sie bedziesz Po Indiach wloczyl?